dni wolne od nauki i pracy okazały się dosyć owocne. W sobotę wygrywając walkę z lenistwem pobiegłam na PKS na autobus do Jeszkowic, musiałam go wyłapywac na światłach i prosic kierowce mnie wpuścic i się udało :) Również się udało skończyc te "cholerne" kwiatki, które wyszły całkiem fajnie.
Początki były takie
A oto efekt końcowy.
Więc w takim dobrym nastroju pojechałam na trening. A w niedziele męczyłam Roberta, ale bardziej jego rączki i nóżki. Obejrzałam przed tym fajny film z anatomii plastycznej. Prawda po angielsku, ale i tak głównie chodziło o obrazy. Pan fajnie wymachiwał kościstą kończyną sztucznego (mam nadzieję) szkeleta. Przy tym bardzo szczegółowo opisywał wszystkie ważne przy rysowaniu stawy i kości. Dużo mi to dało, więc polecam. W tym przypadku zdecydowanie skuteczniej okazało się wideo niż książka. Ponieważ odrazu mogłam zobaczyc na co zwrócic uwagę, powtórzyc ruchy ołówka.
Najpierw oswoiłam się z tematem za pomocą szkiców. Znów wykorzystałam sangwinę i coraz bardziej się zachwycam tym narzędziem rysunkowym. Trzeba więcej popracowac w tej technicę. No a po szkicach przystąpiłam do większego formatu. Myślałam iż będzie ciężko się przełamac i znów będę robic bardzo drobnutko. Jednak coś się zmieniło i było nawet fajnie. Rada na przyszłośc
- pamiętac, żeby rysowac najpierw ogólnie, płaszczyznami i kierunkami
-pamiętac o anatomii, nie "wykręcac" kości, wszystko ma byc logicznie. Nie ma "pustych" kresek
No i oto wyniki moich obserwacji
W poniedziałek przyniosłam, czekając na komentarz pana profesora. Jednak usłyszałam tylko, że widac, że swobodnie rysuje i żebym spróbowałam innych technik...
Modelka niestety okazała się chora i mieliśmy za zadanie rysunek głowy gipsowej. Skupiłam się jak najwięcej na konstrukcji, ale brak pionu był odczuwany (mówię o sprytnym urządzeniu ciężarek + linka, który jest niezmiernie przydatny na dużych formatach ). Jako wynik nie zmieściła mi się cała fryzura. Mimo tego, że przerysowywałam dwa razy. Więc musiałam co nieco poobcinać. Oto mój poniedziałkowy bohater
Tyle na dziś, mam jeszcze kupę pracy na jutro. Nie wiem jak to zdarzyć.
Początki były takie
A oto efekt końcowy.
Więc w takim dobrym nastroju pojechałam na trening. A w niedziele męczyłam Roberta, ale bardziej jego rączki i nóżki. Obejrzałam przed tym fajny film z anatomii plastycznej. Prawda po angielsku, ale i tak głównie chodziło o obrazy. Pan fajnie wymachiwał kościstą kończyną sztucznego (mam nadzieję) szkeleta. Przy tym bardzo szczegółowo opisywał wszystkie ważne przy rysowaniu stawy i kości. Dużo mi to dało, więc polecam. W tym przypadku zdecydowanie skuteczniej okazało się wideo niż książka. Ponieważ odrazu mogłam zobaczyc na co zwrócic uwagę, powtórzyc ruchy ołówka.
Najpierw oswoiłam się z tematem za pomocą szkiców. Znów wykorzystałam sangwinę i coraz bardziej się zachwycam tym narzędziem rysunkowym. Trzeba więcej popracowac w tej technicę. No a po szkicach przystąpiłam do większego formatu. Myślałam iż będzie ciężko się przełamac i znów będę robic bardzo drobnutko. Jednak coś się zmieniło i było nawet fajnie. Rada na przyszłośc
- pamiętac, żeby rysowac najpierw ogólnie, płaszczyznami i kierunkami
-pamiętac o anatomii, nie "wykręcac" kości, wszystko ma byc logicznie. Nie ma "pustych" kresek
No i oto wyniki moich obserwacji
W poniedziałek przyniosłam, czekając na komentarz pana profesora. Jednak usłyszałam tylko, że widac, że swobodnie rysuje i żebym spróbowałam innych technik...
Modelka niestety okazała się chora i mieliśmy za zadanie rysunek głowy gipsowej. Skupiłam się jak najwięcej na konstrukcji, ale brak pionu był odczuwany (mówię o sprytnym urządzeniu ciężarek + linka, który jest niezmiernie przydatny na dużych formatach ). Jako wynik nie zmieściła mi się cała fryzura. Mimo tego, że przerysowywałam dwa razy. Więc musiałam co nieco poobcinać. Oto mój poniedziałkowy bohater
Tyle na dziś, mam jeszcze kupę pracy na jutro. Nie wiem jak to zdarzyć.








Комментариев нет:
Отправить комментарий