среда, 31 июля 2013 г.

Na początku myślałam, że nie będę nic ukrywać i będę publikować swoje ćwiczenia i eksperymenty rysunkowe. Żeby było widać moje starania i progres.
Jednak rozmyśliłam się po dzisiejszej kolejnej próbie wziąźc się w garść i nauczyć się grzecznie anatomii kończyn górnych. Obejrzałam przez chwile odpowiednie wideo (gorąco polecam http://www.youtube.com/watch?v=7pYjP8uSSsA), przejrzałam parę książek, pogapiłam się na własne kończyny (zrozumiałam, że dobrze by było zapisać się na manicure). Później zaczęłam się gapic na chmury i okna sąsiadów, leżac na balkonie. Przyjechał mąż i udało mi się namówic go na pozowanie. To znaczy jego rękę. Znów chciałam zrobic jak Pan z wideo, czyli szybko i ładnie.
Najpierw kończyna nie mieściła się na papierze, więc obciełam (oczywiście tylko na rysunku). Po zakończeniu szkica okazało się, że jest problem z rozpoznaniem jaka to jest częśc ciała.
Po prostu miałam słabszy dzień, byłam rozkojrzona i zmęczona gapieniem się w okna sąsiadów, każdemu się zdarza.Więc na razie po prostu wyciągnę z tego wszystkiego wnioski:
1. trzeba się skupic i poświęcic teorii przynajmniej godzinę
2. Poćwiczyć najpierw kości i mięśnie z książki
3. Pocwiczyc rysowac ręce z wideo i ze zdjęć (budując przy tym również koście szkeletu)
4. Jak wyjdzie, to pokazać wszystkim jaka jestem zdolna

P.S. A po co kurde robic z siebie Leonardo da Vinci. tego blogu może oprócz mnie nikt i nie zobaczę. A ja (oczywiście jak juz zostanę wielką artystką, zdobędę miliony nagród,) mogę później wrócic do niego i zobaczyc jak zaczynałam.

akcja szpachelka 2

Więc oto bohaterka (ta co na dole), znalezienie której kosztowało mnie 2 godzinnej podróży ( i to tylko w jedną stronę).
Ale mam nadzieję, że ona doceni moje staranie i będzie wiernie slużyc długie lata.
Bukiet też został wybrany w najbliższej kwiaciarni
taka najprostrza kompozycja centralna.Tato zaczął dawac rady od czego zacząc, jak przygotowac się. Ale euforia posiadania fajnej szpachelki zaburzyła moją świadomośc, ślina kapała z ust, ręce się trzęsłe. Więc rzuciłam się do pracy pełna zapału i chęci.
Później trochę ochłonęłam i pozwoliłam tacie pokazac jak trzeba pracowac szpachelką.
Okazało się trzeba narobic taką kupkę z farb na palecie, najlepiej do końca nie wymieszac, żeby przy nakładaniu na płótno była taka różnorodność. No i rzeźbić kształt kwiatka.

Dobrze w trakcie pracy dodawac kolorów, pokazac głebi, cienie. Można jeszcze narobic najpierw taką gęstą mieszankę kolorów na miejscu kwiatów i z tego rzeźbic już to co chcemy.

Na pewnym etapie można się pogubic i wszystko będzie wyglądac bezsensowną kupą.

Wtedy warto zrobic przerwę,  i popatrzyc z daleka.

Coś tam wyszło. Podobieństwo kwiatów osiągnięte. Prawda wazonik spieprzyłam. Już nie udało mi się wyciągnąc go metodą "a-la prima". Zostawiłam "arcydzieło" schnąc. Może skończę w następny przyjazd do
rodziców.
Zapał szybko się skończył, razem ze światłem.
Trzeba jeszcze popracowac nad tłem i stolikiem i leżacym na stoliku listkiem. Albo zacząc nową.
Mam przyzwyczajenie robic prace po dwa razy.
Moze studia wyleczą mnie z tej "horoby" i nauczę się doprowadzac do końcowego stanu swoje pracy.







P.S. Już wróciłam do Wrocławia i  dałam się wciągnąc w wir lenictwa, więc od kilka dni nic nie rysuje. Ale zapisałam się do Natalii. pojeżdżę w piątki do Jeszkowic i pomaluję trochę olejnymi farbami. Wcisnę później komuś w ramach prezentu, bo w moim pałacu miejsca na obrazy sie skończyły.


четверг, 25 июля 2013 г.

akcja szpachelka

już od dawno chcę się nauczyć malować za pomocą szpachelki. Nawet próbowałam, ale bardziej to wyglądało na tortury, farba nie chciała się układać tak jak u Pana z video, szpachelka ciągle się zacinała, przeszkadzała mnie, więc musiałam wrócić do pędzli. Pędzle nie są tak wredne, chyba poprostu kupiłam złą szpachelkę.

Teraz jestem u rodziców, a mój tato na szczęście jest doświadczonym artystą, więc postanowiłam skorzystać z jego wiedzy. Wczoraj pokazałam tacie wideo, jak chcę pracować szpachelką, kupiłam płótno, ale okazało się, że szpachelki nie sprzedają na sztuki. zaproponowano mnie całą rodzinę za duże pieniądze (no może nie tak duże, ale tak odrazu inwestować hmmm). Jadę dziś do większego miasta. Powiedziano mnie, że mają szpachelki na sztuki. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

pojechali



Postanowiono, jeżeli tak (na szczęście) wyszło i zostałam znów studentką, to tym razem tego nie spieprze. Teraz jestem dorosłą, odpowiedzialną osobą. Wiem czego chcę i tym razem skorzystam ze studiow jak należy. Nie będzie żadnych pijanych wyjazdów autostopem nad morze, szalonych imprez z wyskakiwaniem w nocy przez okno (bo trzeba do sklepu, a akademik zamknięty), chodzeniem na zajęcia w klapkach domowych. Już nie poddam się poobiadowej drzemce, będę walczyć z lenictwem, każde zadanie będę wykonywać od razu. Nie będzie już nocnego pisania ściąg i długich babskich rozmów za kielichem sambuki (no dobra częściej to był mniej szlachetny napój). W przeszłości zostanie spanie na lekcjach i ściemnianie wykładowców.  I dalej i dalej…
A żeby nie olać własnych obietnic, będę prowadzić ten dziennik. Ale na razie są wakację i można jeszcze się wyszaleć. Chociaż nie, zdecydowanie ten wiek już minął. Będę nudnym kujonem. Trzymam za siebie kciuki!