W ubiegły weekend pojechaliśmy z Robertem do Morawy (naszej letniej rezydencji) porobic porządki.
Oczywiście zapakowałam cały zestaw malarsko-rysunkowy. Miało powstac dużo nowych pejzażów wiejskich.
Okazało się, że robienie porządków to strasznie wyczerpująca sprawa.
Po bieganiu za pająkami z odkurzaczem, myślałam, że już koniec, mój kierownik-dozorca dał mi w ręce opalarkę i kazał ściągac farbę ze starych drewnianych drzwi.
Szczerze, to na początku nawet sama chciałam, ale okazało się, że przy tej tropikalnej pogodzie, to zadanie było porównywalne z karą za najgorsze zbrodnie świata. (Ale wygladałam nieźle)
To już prawie skończone
no i teraz drzwi z tanie białych zamieniają się w takie pseudo szlachetne, czerwone drewno
Tak to wygląda, ale w środku została jeszcze wersja farbowana. Trochę poobdzierałam tam pierwszą warstwę, bo takimi fajnymi dużymi kawałkami odchodziła. Kto obdzierał tapety ze ścian mnie zrozumie
No i po takiej pracy moje natchnienie twórcze pojechało na urlop i mnie zostało tylko jedno
Nie powiem, że nie próbowałam. ale to było tak żalosne, że nie załużyło nawet na zdjęcie. Brat Roberta bardzo trafnie zauważył, że dzieci w podstawówce tak samo malują.
Następnego dnia obudziłam sie o świcie, było przepięknie. Pomyślałam, że jaka świetna okazija potrenowac poranne pejzaży i poszłam spac dalej do jedenastej.
Ale później jednak się wzięłam w garśc i jeden pejzaż powstał. Z drzewem-maczugą. Jest taka skała w parku ojcowskim Maczuga Herkulesa, bardzo podonie. Pewnie podczas malowania mi się przypomniała. Tak naprawdę drzewo tak nie wygładało. Znów zabrakło kontrastów i perpektywy. Pierwszy plan niewyraźny, niedopracowany drugi...
No i jeszcze znalazłam fajne ołówki akwaelowe Farber Castel i pobawiłam się trochę. Prawda konstrukcja się rozjechała, ale mi się spodobało, więc mam to gdzieś.
Oczywiście zapakowałam cały zestaw malarsko-rysunkowy. Miało powstac dużo nowych pejzażów wiejskich.
Okazało się, że robienie porządków to strasznie wyczerpująca sprawa.
Po bieganiu za pająkami z odkurzaczem, myślałam, że już koniec, mój kierownik-dozorca dał mi w ręce opalarkę i kazał ściągac farbę ze starych drewnianych drzwi.
Szczerze, to na początku nawet sama chciałam, ale okazało się, że przy tej tropikalnej pogodzie, to zadanie było porównywalne z karą za najgorsze zbrodnie świata. (Ale wygladałam nieźle)
To już prawie skończone
Tak to wygląda, ale w środku została jeszcze wersja farbowana. Trochę poobdzierałam tam pierwszą warstwę, bo takimi fajnymi dużymi kawałkami odchodziła. Kto obdzierał tapety ze ścian mnie zrozumie
No i po takiej pracy moje natchnienie twórcze pojechało na urlop i mnie zostało tylko jedno
Nie powiem, że nie próbowałam. ale to było tak żalosne, że nie załużyło nawet na zdjęcie. Brat Roberta bardzo trafnie zauważył, że dzieci w podstawówce tak samo malują.
Następnego dnia obudziłam sie o świcie, było przepięknie. Pomyślałam, że jaka świetna okazija potrenowac poranne pejzaży i poszłam spac dalej do jedenastej.
Ale później jednak się wzięłam w garśc i jeden pejzaż powstał. Z drzewem-maczugą. Jest taka skała w parku ojcowskim Maczuga Herkulesa, bardzo podonie. Pewnie podczas malowania mi się przypomniała. Tak naprawdę drzewo tak nie wygładało. Znów zabrakło kontrastów i perpektywy. Pierwszy plan niewyraźny, niedopracowany drugi...
No i jeszcze znalazłam fajne ołówki akwaelowe Farber Castel i pobawiłam się trochę. Prawda konstrukcja się rozjechała, ale mi się spodobało, więc mam to gdzieś.






