Więc oto bohaterka (ta co na dole), znalezienie której kosztowało mnie 2 godzinnej podróży ( i to tylko w jedną stronę).
Ale mam nadzieję, że ona doceni moje staranie i będzie wiernie slużyc długie lata.
Bukiet też został wybrany w najbliższej kwiaciarni
taka najprostrza kompozycja centralna.Tato zaczął dawac rady od czego zacząc, jak przygotowac się. Ale euforia posiadania fajnej szpachelki zaburzyła moją świadomośc, ślina kapała z ust, ręce się trzęsłe. Więc rzuciłam się do pracy pełna zapału i chęci.
Później trochę ochłonęłam i pozwoliłam tacie pokazac jak trzeba pracowac szpachelką.
Okazało się trzeba narobic taką kupkę z farb na palecie, najlepiej do końca nie wymieszac, żeby przy nakładaniu na płótno była taka różnorodność. No i rzeźbić kształt kwiatka.
Dobrze w trakcie pracy dodawac kolorów, pokazac głebi, cienie. Można jeszcze narobic najpierw taką gęstą mieszankę kolorów na miejscu kwiatów i z tego rzeźbic już to co chcemy.
Na pewnym etapie można się pogubic i wszystko będzie wyglądac bezsensowną kupą.
Wtedy warto zrobic przerwę, i popatrzyc z daleka.
Coś tam wyszło. Podobieństwo kwiatów osiągnięte. Prawda wazonik spieprzyłam. Już nie udało mi się wyciągnąc go metodą "a-la prima". Zostawiłam "arcydzieło" schnąc. Może skończę w następny przyjazd do
rodziców.
Zapał szybko się skończył, razem ze światłem.
Trzeba jeszcze popracowac nad tłem i stolikiem i leżacym na stoliku listkiem. Albo zacząc nową.
Mam przyzwyczajenie robic prace po dwa razy.
Moze studia wyleczą mnie z tej "horoby" i nauczę się doprowadzac do końcowego stanu swoje pracy.
P.S.
Już wróciłam do Wrocławia i dałam się wciągnąc w wir lenictwa, więc od
kilka dni nic nie rysuje. Ale zapisałam się do Natalii. pojeżdżę w
piątki do Jeszkowic i pomaluję trochę olejnymi farbami. Wcisnę później
komuś w ramach prezentu, bo w moim pałacu miejsca na obrazy sie
skończyły.
Ale mam nadzieję, że ona doceni moje staranie i będzie wiernie slużyc długie lata.
Bukiet też został wybrany w najbliższej kwiaciarni
taka najprostrza kompozycja centralna.Tato zaczął dawac rady od czego zacząc, jak przygotowac się. Ale euforia posiadania fajnej szpachelki zaburzyła moją świadomośc, ślina kapała z ust, ręce się trzęsłe. Więc rzuciłam się do pracy pełna zapału i chęci.
Później trochę ochłonęłam i pozwoliłam tacie pokazac jak trzeba pracowac szpachelką.
Okazało się trzeba narobic taką kupkę z farb na palecie, najlepiej do końca nie wymieszac, żeby przy nakładaniu na płótno była taka różnorodność. No i rzeźbić kształt kwiatka.
Dobrze w trakcie pracy dodawac kolorów, pokazac głebi, cienie. Można jeszcze narobic najpierw taką gęstą mieszankę kolorów na miejscu kwiatów i z tego rzeźbic już to co chcemy.
Na pewnym etapie można się pogubic i wszystko będzie wyglądac bezsensowną kupą.
Wtedy warto zrobic przerwę, i popatrzyc z daleka.
Coś tam wyszło. Podobieństwo kwiatów osiągnięte. Prawda wazonik spieprzyłam. Już nie udało mi się wyciągnąc go metodą "a-la prima". Zostawiłam "arcydzieło" schnąc. Może skończę w następny przyjazd do
rodziców.
Zapał szybko się skończył, razem ze światłem.
Trzeba jeszcze popracowac nad tłem i stolikiem i leżacym na stoliku listkiem. Albo zacząc nową.
Mam przyzwyczajenie robic prace po dwa razy.
Moze studia wyleczą mnie z tej "horoby" i nauczę się doprowadzac do końcowego stanu swoje pracy.
P.S.
Już wróciłam do Wrocławia i dałam się wciągnąc w wir lenictwa, więc od
kilka dni nic nie rysuje. Ale zapisałam się do Natalii. pojeżdżę w
piątki do Jeszkowic i pomaluję trochę olejnymi farbami. Wcisnę później
komuś w ramach prezentu, bo w moim pałacu miejsca na obrazy sie
skończyły.




Комментариев нет:
Отправить комментарий